Hej!
Mam na imię Dorota, większość mówi do mnie Doris.
Jestem psycholożką z wykształcenia, tancerką z pasji i mentorką mind–body dla kobiet, które chcą poczuć się dobrze w swoim ciele i codzienności.
Pomagam kobietom wprowadzać zmiany, które naprawdę działają: budować zdrowe nawyki, zmniejszać stres, pracować z ciałem i umysłem w mądry sposób, odzyskiwać energię, pewność siebie i kobiecość.
Łączę ruch, psychologię, wiedzę o układzie nerwowym i kobiecym wellbeing, żeby pokazać Ci, że Twoje ciało i umysł mogą współpracować. I że da się żyć lżej, spokojniej i czuć się wystrzałowo!
Kiedy ciało, umysł i dusza zaczynają tańczyć w jednym rytmie - moja historia
Pierwsze kroki
Moja przygoda z ruchem zaczęła się… zanim jeszcze dobrze chodziłam. Miałam jakieś półtora roku, stałam chwiejnie na kocyku przed telewizorem i ćwiczyłam aerobik (ten oldschoolowy, grupowy aerobik z lat 90. na tle morza), próbując nadążyć za prowadzącymi. Ruch od zawsze był dla mnie czymś naturalnym.
Jako mała dziewczynka zaczęłam od tańca, trochę gimnastyki artystycznej, później cheerleading, następnie próbując kolejne style taneczne, aż do odkrycia jazzu, w którym się zakochałam. Przez lata trenowałam w zespołach, jeździłam na warsztaty, brałam udział w zawodach i turniejach, zdobywając miejsca na Mistrzostwach Polski i Mistrzostwach Europy. Bardzo wcześnie zaczęłam również uczyć tańca. W kolejnych latach przyszedł czas na high heels, który pokochałam za energię, ekspresję i kobiecy power.
Na wysokich obrotach
Pasja do tańca zaprowadziła mnie z Warmii do Warszawy, gdzie zaczęłam największy maraton swojego życia. Równolegle pracowałam jako instruktorka tańca, występowałam, trenowałam w zespole tanecznym, studiowałam psychologię, zarządzanie na Politechnice Warszawskiej i uczęszczałam na dwuletni Instruktorski Kurs Kwalifikacyjny, na którym zdobyłam dyplom instruktorki tańca jazzowego. Zawsze śmiałam się, że psychologia to serce, taniec to dusza, a politechnika to rozum – trzy kierunki, które razem tworzyły moją tożsamość.
Przez kilka lat żyłam na pełnych obrotach. Pracowałam w korporacji (rozum i techniczne wykształcenie na chwilę przejęły stery), a po godzinach wracałam na salę, tworzyłam choreografie i prowadziłam zajęcia. Z czasem coraz rzadziej, bo zwyczajnie brakowało mi siły. Ciało zaczynało krzyczeć, a ja… nie słuchałam. Robiłam to, co wiele kobiet – zmniejszałam to, co kocham, zamiast zmienić to, co mnie męczy.
Sztorm
Przeprowadzka do Szwajcarii, być może pięknie brzmi, ale niestety pogłębiła proces oddalania się od siebie. Dużo nowości, stresu i plusów i minusów emigracji. Pasja zeszła na drugi plan, a ciało i umysł zaczęły upominać się coraz głośniej. Kilka przytłaczających sytuacji życiowych dołożyło swoje i w pewnym momencie nastąpił pełen boom – posypało się zdrowie.
„Taka Pani uroda”
Ten boom nie wziął się z nikąd. Prawda jest taka, że pierwsze sygnały pojawiły się już mniej więcej w wieku 17 lat: zaburzenia hormonalne, nieregularne cykle, fatalne samopoczucie. Odpowiedź lekarzy? Tabletki antykoncepcyjne. Przez 12 lat słyszałam: „taka pani uroda”, „wyniki są ok”, „to genetyka”, „mniej makaronu” (którego nie jadłam).
A objawy narastały: tycie i puchnięcie „z powietrza”, oponka na brzuchu, wypadające garściami włosy, trądzik, wieczne zmęczenie, problemy ze snem, rzadkie miesiączki, brak samoakceptacji, poczucie rozjazdu z własnym ciałem.
Brzmi znajomo, prawda? Diagnozę dostałam dopiero wtedy, kiedy sama zrobiłam panel badań, na który wcześniej nikt mnie nie skierował. Sama szukałam, czytałam, sprawdzałam, bo czułam, że coś tu się nie zgadza. W międzyczasie próbowałam wszystkiego: zdrowego odżywiania, różnych diet, intensywnych treningów, silnej woli. Byłam w błędnym kole. Nic nie działało, bo moje ciało było zwyczajnie przeciążone.
Po latach szukania odpowiedzi na pytanie „co się ze mną dzieje, dlaczego moje ciało nie współpracuje?”, pojawiła się między innymi diagnoza PCOS. I bardzo jasna świadomość, że jeśli chcę poczuć się lepiej, muszę zacząć działać inaczej…
Przełom
To był moment, w którym wróciłam do wszystkiego, co zawsze mnie pasjonowało i w czym przez lata się szkoliłam: psychologii, pracy z ciałem, świadomego ruchu, edukacji o stresie, emocjach i układzie nerwowym. Zaczęłam zmieniać swoje nawyki, rytm dnia, sposób myślenia, przekonania i podejście do kobiecości.
Dołożyłam regenerację, łagodność i… wróciłam do tańca – tym razem nie na pełnych obrotach, ale z uważnością. Pojawiła się również joga (której nigdy nie lubiłam). Ruch na nowo zaczął być nierozłączną częścią życia, stał się regulatoerm, przestrzenią, w której ciało i umysł tańczą w jednym rytmie. Łączyłam kropki i analizowałam temat głęboko, z różnych perspektyw. I dopiero połączenie tych trzech obszarów – ciała, umysłu i duszy – zaczęło przynosić rezultaty. Wraz z wprowadzanymi zmianami moje ciało odzyskało równowagę, a objawy PCOS ustąpiły.
A dziś....
Dziś wykorzystuję całą moją wiedzę i doświadczenie, żeby pomagać kobietom odzyskać energię, równowagę, pewność siebie i poczucie, że ich ciało nie jest wrogiem.
Pracuję z kobietami, które chcą lepiej rozumieć swoje ciało i umysł oraz w końcu poczuć się ze sobą WYSTRZAŁOWO!
Uczę jazzu, high heels i tańca intuicyjnego – łącząc technikę, świadomość ciała i emocje.
Dlaczego warto odnaleźć swój rytm właśnie ze mną?
Sama przeszłam przez to wszystko. Wiem, jak to jest żyć latami w braku odpowiedzi, z poczuciem chaosu, z wątpliwością, czy ciało „kiedykolwiek zacznie działać normalnie”. I wiem też, jak niewiele mówi się o roli układu nerwowego w PCOS i zdrowiu kobiet. Większość metod skupia się na odżywianiu i ćwiczeniach, a to tylko część układanki.
Doskonale wiem, jak trudne dla tancerki jest to jak „ciało odmawia posłuszeństwa” i przestaje wyglądać tak jak się utarło, że „powinno” wyglądać ciało tancerki… Na własnej skórze przekonałam się, jak trudno jest zaufać ciału, kiedy masz wrażenie, że ono jest wrogiem. Ale wiem też, że ciało zawsze próbuje nas ochronić – tylko trzeba nauczyć się je rozumieć.
Towarzyszę kobietom w odkrywaniu, jak…
pracować nad stresem, mindsetem i regulować układ nerwowy,
czuć się lepiej bez perfekcjonizmu i wrócić do siebie krok po kroku.
odnaleźć energię, kobiecość i pewność siebie,
zbudować wspierający mindset
wprowadzić ruch, który wspiera zdrowie
budować nawyki, które działają,
Ciało nigdy nie jest naszym wrogiem.
Ono zawsze coś komunikuje – trzeba nauczyć się je rozumieć.
Jestem tu po to, żeby pokazać Ci, że możesz poczuć się wystrzałowo.
Twoja kolej na swój rytm
Jeśli chcesz zmienić swój styl życia i zadbać o siebie holistycznie – jestem tu, żeby Cię poprowadzić.
Pracuję z kobietami, które chcą lepiej funkcjonować na co dzień: zredukować stres, wprowadzić wspierające nawyki i zacząć ruszać się z przyjemnością.
Podczas bezpłatnej 15-minutowej rozmowy porozmawiamy o tym, czego potrzebujesz teraz najbardziej – wsparciu w PCOS, regulacji układu nerwowego, uporządkowaniu nawyków, pracy nad mindsetem albo powrocie do ruchu w swoim tempie, także w formie indywidualnie dopasowanego planu tanecznego.
Pomogę Ci określić, od czego warto zacząć i jak możemy pracować razem, żebyś mogła poczuć więcej równowagi, lekkości i energii na co dzień.
